A jutro - gdzie ono jest?

z wiersza Emila Laine  


„W kotle Europy...”

Już  dwadzieścia pięć lat minęło od nocy, która dla mojego brata nie miała już nigdy  zakończyć się jutrem.

Umrę - więc jestem.” - pisał

Wraz ze śmiercią Emika zrozumiałam rozmiar jego cierpienia jak i to, że nie tyle żył ile przeżywał życie.

Ci tak zwani najbliżsi nie wybaczali mu inności, której głównymi cechami były nadwrażliwość i wrażliwość na drugiego człowieka. Miał nadzwyczaj rozwinięte poczucie honoru (tego uczyła nas nasza fińska mama), które najczęściej przysparzało mu bólu.  Już jako smarkacz zbierał za wszystkich kary, bo choć nie zawsze sam był włączony w dziecięce upiorne figle, zawsze za nie płacił. Zawsze brał winę na siebie. Z trudem patrzył ludziom w oczy i to nie tylko z braku zaufania jakie mają bite dzieci ale przede wszystkim dlatego, że za dużo w tych oczach widział.


Leżą i  krwawią starzy przyjaciele,

z progu drzwi otwartych

przed oczy sypią - blizny, rany.

Patrzę,

skąd tyle spokoju w tym nienadążaniu,

w zbielałych rękach, chłodnych i bez drgnięcia.

Co z tym darem - oczyma - począć,

gdy nawet w sen zamknięte

  1. -widzą! widzą! widzą? ...

(z tomiku Pod słońcem urlop)


lub w piosence:

obarczona śniegiem ciężkim zamykałam mocno oczy, by nie widzieć w cudzych twarzach, nieprzespanych, pustych nocy...

Był nieśmiały, delikatny, cierpiący na brak zrozumienia szczególnie u tych, którzy jakby z natury rzeczy mieli być tymi najbliższymi. Któż może uderzyć skuteczniej w serce niż ci, którzy mają do niego łatwy dostęp, lub wręcz swoje w nim miejsce! Wiecznie czuł się winny. Winny wszystkiemu. Tak też zginął. W pijanym widzie coś chciał komuś wyjaśnić bo bał się, że skrzywdził... Nie było to samobójstwo, jak to wielokrotnie sugerowano. (Taka wersja po samobójczej śmierci Stachury byłaby widocznie bardziej heroiczna i pasująca poecie!).

Pasjonowała go chemia. Za  młodu wraz z (już też nieżyjącym przyjacielem) Andrzejem Jórczakiem robili rakiety i odpalali je na Stadionie Dziesięciolecia. Choć wygrał olimpiadę, która dawała mu wstęp bez egzaminu na studia chemiczne, namówiony przez ojca poszedł na psychologię. Był to dramatyczny wybór, bo psychologiem był z natury i z umiejętności  wnikliwej obserwacji a także ze zdolności wysłuchiwania ludzi. Pierwszy rok studiów był  dla niego torturą, gdyż bardzo uczuciowo reagował na krojenie żywej żaby – wyśmiewano go za to.  Do tego należy dodać, że w tamtych czasach (może dziś jest lepiej) część profesorów psychologii było sadystycznymi, partyjnymi figurantami.  Poza tym studia te, podobnie jak wiele lat później praca w Biurze Listów Polskiego Radia, otwierały przed nim obraz dramatu ludzkiego w wymiarze często trudnym dla niego do zniesienia. Już w czasie studiów  pisał wiersze i piosenki. Wiersze podpisywał nazwiskiem panieńskim matki - Laine. Piosenki - nazwiskiem ojca. Po jedynej podróży do Finlandii pokochał ojczyznę matki, jej surowość, prostotę, milczących  ludzi.


Jestem przy tobie brzozo

dłonie mi umierają

jestem przy tobie brzozo

nagłej nocy czekając

Jestem nadaremny

jak siwy włos na skroni

i milczę z tobą brzozo

na wszystkie cztery strony.

(z piosenki „Jestem przy tobie brzozo”)


Rozumiał głębokie milczenie Finów, ich cierpienia, uczciwość, nieśmiałość, odnajdywał  w nich siebie samego.  Poznał poetę z Laponii, znalazł z nim wspólny język co nie zawsze było łatwe w polskim  światku literackim.  Chciał nauczyć się języka fińskiego, zająć się tłumaczeniem poezji fińskiej i bywać tam co jakiś czas...  Nie zdążył...

Ubolewał nad tym, że tłumaczenia literatury fińskiej z tamtego okresu nie dawały możliwości fascynacji Finlandią, nie oddawały istoty tego kraju. Jedyną książkę o Finlandii jaką cenił było Helsińskie ABC Fonkowicza, napisane z miłością i zrozumieniem.

Oto jakimi, dziś już niemodnymi określeniami posługiwał się Emik mówiąc o literaturze i jej tłumaczeniach. W wywiadzie dla Radia nadanym w trzy godziny po śmierci naszego ojca (!) na zakończenie powiedział: Razem z siostrą pojechaliśmy do Finlandii. Siostra wyjeżdżała przede mną. Odprowadzałem ją na lotnisko. To był koniec sierpnia. Słońce zachodziło niewiarygodnie wolno, niezwykle duże, czerwone. Jeszcze nie było ciemno ale słońce już zaszło. Kiedy zadzwoniłem następnego dnia, dowiedziałem się, że kiedy samolot podniósł się do góry, zobaczyła słońce i widziała jeszcze długo, przez kilkanaście minut widziała słońce. I wydaje mi się, że ktoś kto zabiera się do tłumaczenia literatury fińskiej przy najlepszej woli powinien zawsze pamiętać o tym, że mimo, że słońce zaszło, to jeżeli się uniesie trochę wyżej, to może jeszcze długo widzieć to samo słońce, słońce fińskiej ziemi. (spisane z taśmy)

Jest mi trudno pisać o Emiku, bo wszystko wraca do pamięci i ma inny, większy wymiar:

i obecność na pogrzebie Ks. Twardowskiego i niebywałej wprost ilości nieznanych mi ludzi

i muzyka płynąca z okropnego cmentarnego instrumentu, która pod palcami Andrzeja Jagodzińskiego stawała się modlitwą niemal i  trzecia część  koncertu c-moll Rachmaninowa, który obiecaliśmy sobie (kto pierwszy) zapewnić na pogrzebie i Rilke, którego Emik bardzo lubił i Pan Bach, którego słuchał godzinami z trzyletnim synkiem na kolanach i ludzie, którzy do dziś Go wspominają czym rozgrzewają moje serce i pamięć. Słyszę krzyk słów piosenek, które dla mnie pisał:

Tej z 1968 roku:


wam to śpiewam sprawiedliwi

dziesięciu może tutaj jest

wam to śpiewam spolegliwi

dziesięciu może tutaj jest

przed wami dłonie swoje zaciskam

widzicie krzyczeć już nie umiem...

(1968)


Albo


Śpiew stromy

gotyk

płomień

Śpiew ostry

płomień cienki

Widzę

niebo nagle pęka

Widzę

ogień falą idzie

Czuję

ogień stopy liże


Słyszę

ludzkie włosy płoną

jakby w trzcinach ptak trzepotał

Słyszę kamień pęka z mocą

Słyszę człowiek krzyczy nocą


Znowu  tęsknię za nim. Ilekroć jestem w Helsinkach odczuwam jego obecność,

ale co  zrobić z  bólem za to wszystko czego wtedy nie wiedziałam, nie rozumiałam?


Jak mówić by Tobie nie uciekać

Jak szeptać – ustom słowo ucieka

i dokąd

Jak mam przejść przez drogę

gdy wszystko jest jak ten mały ogień

Przez noce powolne i gorące

Donikąd

przez dłonie Twoje słońce


Jestem większa niż cień własny

i na mnie zbyt obszerny

i na mnie zbyt ciasny


Jestem mniejsza od pustego ziarna

i komuś tak konieczna

dla kogoś jak barwa


    Zeszyty Literackie nr 84

Poezja jak pętla


Spij mładieniec moj priekrasnyj, bajuszki baju - tę Kozacką kołysankę Lermontowa śpiewała w Kazachstanie malutkiemu Emilowi matka, powtarzając za syberyjską babuszką. A potem młoda Cyganka w Karelii wywróżyła, że matka przeżyje dziecko. I nieważne teraz, czy Emil w to uwierzył czy to - jakoś - wiedział. Bo z tym można żyć albo łapczywie, chciwie - czyli tragicznie, albo biernie, wyczekująco - czyli tragicznie. Można żyć albo spędzać życie.


PRZYPOMINANIE EMILA LAINE'A


Emil wybrał to drugie. Poddał się rytuałom ściśle mu narzuconego czasowo urlopu - życia obok życia, bytowania tymczasowego. Poddał się boleśnie, z całą tragiczną świadomością postanawiając spędzić ten urlop. Pod słońcem, co nie ogrzeje jutra, co świeci tylko na bezowocne dziś i skarlałe wczoraj: Tak już kiedyś było, w jakimś dymiącym nazajutrz, /w jakimś Nigdy. Jeśli nie żyć w pełnym wymiarze - to nie żyć wcale.

Bo jak żyć bez jutra, ba - jak żyć bez dziś? Szybko - szybko, bo boli. Wszystko co pozwala spędzić czas jest praktyczne, jest dobre: LSD, Bach, ulica w Helsinkach, sen, śniadanie. Bo trzeba spędzić ten czas. Jak się spędza płód. Mam syna - (...) tak umarłem w przyszłość, w kobiecie. Czy tu jeszcze toczy się o coś gra - w tym czasie bez czasu, bez sensu? Tak, gra się toczy - o najwyższą stawkę, o - paradoksalnie - być albo nie być: Walczy się o wartość śmierci. O tym jest poezja Emila. O tym: konsekwentnie, uporczywie, natarczywie, boleśnie, do końca, zajadle uczciwie. Donikąd jest niedaleko /i będę opowiadał o nim, dopóki się nie przekonam do innego /pytania. Emil Laine (właściwie Emanuel Łastik) - piszący pod panieńskim nazwiskiem matki, Finki z Karelii - należy rocznikowo do Nowej Fali. Ale to tylko związek pokoleniowy. Urodzony w 1943 r., w przeciwieństwie do Zagajewskiego czy Barańczaka, jest bowiem poza tu i teraz. Jego nawet dziś bardzo współczesny, szorstki, urywany, męski język pozwala udźwignąć napięcie, które przy mniejszym talencie pchnęłoby w melodramat. A tak - mamy tragiczną wiwisekcję. Karol Maliszewski nazwie Laine'a Kierkegaardem naszej liryki, współbratem we wstrząsie, w grozie, w bólu. Niewątpliwie jest pokrewny Wojaczkowi - by przywołać tylko, podobnie rozumiane sezon tegoż i urlop Laine'a. Ten zmarły tragicznie w wieku 35 lat, zapomniany dziś niemal warszawski poeta, kiedyś w pewnych kręgach kultowy, autor dwóch tomików (w tym jednego pośmiertnego) - doczekał się niedawno swych "wierszy zebranych". Po promocyjnym wieczorze w klubie Lokator jego siostra, Aneta Łastik, pieśniarka znana głównie z utworów Okudżawy, zastanawiała się, dlaczego tak często nadwrażliwość, która winna być zaletą, prowadzi do samozniszczenia. Może dlatego, próbuję dociec, że jest właśnie "nad", a świat lubi zrównywać. Tylko to jest nam dane - przez chwilę być obcym i idącym /w siebie. To jedyny kierunek - nawet jeśli bez jutra, bez wczoraj, bez dziś. I nagle, w tej szarości, dymie i wrzasku - toposach poezji Laine'a - nagle jednak zdanie o dziś, dziś którego nie ma, dziś poza czasem, ale o dziś: Dziś jest miłością. To życie, które jakby wstydzi się siebie, życie spędzone, prosi - choć wie, że to niemożliwe - prosi o niepamięć, wyzerowanie, czystą kartkę: Obiecuję wsunąć się w próżnię, bo cię kocham. Poezja trudna, poezja hermetyczna, poezja, która boli. Poezja jak zaciskająca się pętla. Taka jest. Taka musiała być. Bo Nad głowami śmierć i narodziny obejmują się jak korzeń i piasek.


MONIKA PARTYK

Emil Laine Pod słońcem - urlop oraz inne wiersze, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2005.

Piątkowe spotkania z poezją


Emil Laine (1943-1978), a naprawdę Emanuel Łastik, urodził się w Kazachstanie; do Warszawy rodzina przeprowadziła się w 1949 roku. Debiutował w 1965 roku.


Tomik Pod słońcem - urlop oraz inne wiersze zaskakuje od pierwszych stron. Spodziewamy się (ja się spodziewałam...) wierszy pogodnych, lekkich - takich, jakie kojarzą się z urlopem, wypoczynkiem, słońcem. Słusznie? Otóż nie. Wiersze Laine'a są intrygujące, trochę przytłaczające, bo pełne ciemnych i ciężkich obrazów. Zawierają mnóstwo pytań bez odpowiedzi, emanuje z nich bolesna świadomość rzeczywistości, pustka, czasem bezsens, obcość, samotność... "Leje się zewsząd smutek", "wszelki ruch jest odtrącaniem", jeśli istnieje wybór - to "między nieszczęściem i nieszczęściem", jeśli możność rodzenia - to jest ona jednocześnie przymusem, jeśli są skrzydła - to kamienne, jeśli światło - to ciemne. Zdarzają się też utwory pozbawione pesymistycznej wymowy, żaden z nich nie jest jednak entuzjastyczny i lekki. W najlepszym razie podmiot liryczny ma świadomość, że przecież trzeba choć jak raz jak eksplozja/ pójść we wszystkie strony/ i stać się przez chwilę małym światłem wiary. Pochylamy się nad tajemnicą człowieka osadzonego w olbrzymim, obcym świecie; refleksja podmiotu lirycznego nabiera kosmicznego wymiaru.


Język jest raczej trudny, pełno tu metafor, większość utworów wymaga wzmożonej uwagi. Jednocześnie wiele w tych wierszach słów potocznych, codziennych, przełamujących powagę utworów. Dzięki nim obserwacje podmiotu lirycznego nie brzmią patetycznie ani depresyjnie - są nazwaniem rzeczy po imieniu. Znajdziemy tu zarówno wiersze króciutkie, jak i (przyznaję ze wstydem) zniechęcająco długie.


Początkowo tomik czytałam dość pobieżnie, jednak w miarę zagłębiania się w ten poetycki świat czułam rosnące zainteresowanie i zrozumienie. I polecam. Twórca bardzo słabo znany, a niewątpliwie warty uwagi. Lektura nie jest łatwa, ale przecież nie lekkiej lektury szukamy sięgając po poezję.

Poniżej mała próbka:


***

Z prochu powstałeś

i z pytań

Całe pokolenia godzin

odchodzą

Chmury nad głową

już przeniosły ocean

Powtarzają się drzewa

smaki poranne

Jest w owocowaniu mądrość

owocowania

Mały szczeniak

przeniesiony na rękach przez rzeczkę

Spokojny dialog galaktyk

Rozumne odbicia nakładają się

przez chwilę można czytać

Imię?

Potem ciemno

W Próżni szaleje ogień odpowiedzi.


***

Wódź mnie na pokuszenie

chcę poznać granice swoich słabości i dalej

chcę poznać Człowieka któremu towarzyszę

Jak mogę mieć przyjaciół nie pojmując Hioba?


***

Dzieje się dokument pisany czym się da.

Walczy się o wartość śmierci.

Liczba ofiar i katów rośnie proporcjonalnie

do liczby ludności.

Z chwilą rozszerzenia pól świadomości

problem wag staje się palący -

ogień można określić temperaturą,

a na nią przetłumaczyć moc pozostałych żywiołów.

Wszystko jest trawione na niedosyt i niedomiar,

dlatego chińskie wazy same przewracają się w gdańskich szafach,

a Tezy Lutra można kupić na aukcji

i przybić na frontowych drzwiach.

Coraz większa masa przedmiotów obraca się,

ale kuglarstwo nie wystarcza,

stąd czerwone żarówki w betonowych świetlicach

i dużo pieśni, które się krzyczy na przekór.

Niebieski szum rozrywa pieczęcie,

wizje św. Jana szaleńca są niczym wobec LSD.

Dlatego poszukuję tysiąca sprawiedliwych,

aby zbawić nas dwoje - mnie i żonę.